Im dłużej zajmuję się statystyką, tym częściej łapię się na tym, że myślę hipotezami zerowymi także poza pracą. Zanim uwierzę, że coś się zmieniło — w nastroju, w wynikach, w zachowaniu — pytam sam siebie, czy to, co widzę, mogłoby równie dobrze być zwykłym przypadkiem.
To nie znaczy, że stałem się cyniczny wobec wszystkiego. Znaczy raczej, że nauczyłem się rozróżniać sygnał od szumu w sytuacjach, gdzie wcześniej widziałbym tylko wrażenie. Jedna dobra rozmowa nie znaczy, że relacja się poprawiła. Jeden zły dzień nie znaczy, że coś jest nie tak na stałe. Potrzeba więcej obserwacji, zanim cokolwiek nazwę trendem.
Statystyka nauczyła mnie cierpliwości wobec niepewności. Nie każdą rzecz da się od razu rozstrzygnąć — czasem trzeba po prostu zebrać więcej danych, zanim wyciągnie się wniosek. To jedna z tych lekcji, które trudno wytłumaczyć wzorem, a łatwo poczuć w praktyce.

Dodaj komentarz