Regresja liniowa nauczyła mnie czegoś, czego żadna inna metoda statystyczna nie potrafiła przekazać równie prosto: że nie trzeba przechodzić przez każdy punkt, żeby dobrze opisać kierunek, w którym coś zmierza.
Kiedy patrzę na chmurę rozrzuconych punktów danych, kusi mnie, żeby dopasować krzywą, która przejdzie idealnie przez każdy z nich. Taka krzywa istnieje niemal zawsze — i niemal zawsze jest bezużyteczna, bo zamiast opisywać prawidłowość, opisuje przypadek. Najlepsza linia to nie ta, która trafia w każdy punkt. To ta, która najlepiej znosi błąd, nie tracąc z oczu ogólnego kierunku.
Od czasu do czasu łapię się na tym, że myślę o tym poza analizą danych. O tym, że nie każde odchylenie od trendu trzeba tłumaczyć osobną teorią. Czasem to po prostu reszta — szum, który zawsze będzie towarzyszył sygnałowi.

Dodaj komentarz