Jest coś niemal kojącego w tym, jak wiele zjawisk, kompletnie ze sobą niepowiązanych, układa się w tę samą dzwonową krzywą, kiedy tylko zsumujemy dostatecznie dużo drobnych, przypadkowych wpływów. Wzrost ludzi, błędy pomiarowe, wyniki testów — różne światy, ten sam kształt.
Centralne twierdzenie graniczne było dla mnie pierwszym momentem, w którym statystyka przestała być zbiorem osobnych wzorów, a zaczęła być jednym, spójnym sposobem patrzenia na świat. To, że suma wielu drobnych, niezależnych czynników niemal zawsze dąży do tego samego kształtu, wydało mi się bliższe filozofii niż matematyce.
Od tamtej pory, kiedy widzę histogram jakichkolwiek danych, mimowolnie szukam w nim tej znajomej krzywej. Czasem ją znajduję. Czasem jej brak mówi mi więcej niż jej obecność — bo znaczy, że dzieje się coś, co nie jest tylko sumą przypadku.

Dodaj komentarz