Jest coś uspokajającego w testach nieparametrycznych — nie proszą danych o to, by udawały coś, czym nie są. Kiedy rozkład jest wyraźnie skośny albo próbka mała i podejrzanie nierówna, sięgnięcie po rangi zamiast surowych wartości wydaje mi się nie tyle ustępstwem, co szczerością.
Zrozumiałem to naprawdę, porównując wynik testu t i testu Manna-Whitneya na tych samych, niezbyt „grzecznych” danych — różnica we wnioskach była na tyle wyraźna, że przypomniała mi, iż żaden test nie jest neutralny wobec założeń, które milcząco przyjmuje.
Wiem, że testy parametryczne bywają mocniejsze, kiedy założenia faktycznie są spełnione. Ale w praktyce, przy realnych, niedoskonałych danych, wolę metodę, która nie musi udawać, że świat jest schludniejszy, niż jest naprawdę.

Dodaj komentarz