Przez długi czas p-wartość była dla mnie końcem analizy — jeśli wynik był istotny, uznawałem sprawę za zamkniętą. Dopiero praca z naprawdę dużymi zbiorami danych pokazała mi, jak mylące potrafi to być: przy odpowiednio dużej próbie nawet zupełnie nieistotna praktycznie różnica staje się „istotna statystycznie”.
Wielkość efektu to pytanie, które p-wartość celowo pomija: nie „czy różnica istnieje”, tylko „jak duża jest ta różnica i czy w ogóle ma znaczenie”. Różnica o d Cohena równym 0,05 może być statystycznie bezdyskusyjna, a jednocześnie kompletnie nieistotna dla nikogo, kogo dotyczy.
Teraz, czytając wyniki jakiegokolwiek badania, szukam najpierw wielkości efektu, dopiero potem p-wartości. To zmiana kolejności pytań, ale zmienia praktycznie wszystko w tym, jak interpretuję to, co czytam.

Dodaj komentarz