Znałem to zdanie na pamięć, zanim jeszcze zrozumiałem, dlaczego jest aż tak ważne. 'Korelacja nie implikuje przyczynowości' brzmi jak formułka do wyklepania na egzaminie — dopóki nie zobaczy się, jak łatwo o niej zapomnieć w praktyce, kiedy dwie linie na wykresie rosną razem tak ładnie, że aż chce się między nimi postawić strzałkę.
Najbardziej zapamiętałem moment, w którym sam omal nie dałem się na to złapać — analizując dane, gdzie jedna zmienna faktycznie 'przewidywała' drugą, tylko dlatego, że obie zależały od trzeciej, ukrytej przyczyny, o której w ogóle nie pomyślałem. Gdybym nie zapytał 'co jeszcze mogłoby to tłumaczyć', zbudowałbym wniosek na piasku.
Teraz, kiedy widzę mocną korelację, traktuję ją jako zaproszenie do pytania, nie jako gotową odpowiedź. To subtelna różnica, ale ona decyduje o tym, czy wnioski trzymają się kupy.

Dodaj komentarz